niedziela, 28 stycznia 2018

Nowa Postać ~ Alex Lavish


KONTAKT|: xxtavve/xxtavvee@gmail.com

Od Fragonii

    Zegar wybił już godzinę dwunastą. Odetchnęłam z ulgą na myśl, że to koniec. Wreszcie mogłam wyrwać się z tego gówna. Siedziałam tu bite dwadzieścia godzin i czterdzieści pięć minut z sekundami, więc nie marzyłam o niczym innym jak o powrocie do swojej siedziby. Żeby nie załapać się na jeszcze jeden, niechciany zabieg, postanowiłam wyjść tylnymi drzwiami, modląc się w duchu do Boga, który zesłał na nas tę zarazę, aby ten jeden raz się zlitował i pozwolił mi bez żadnych dodatkowych pacjentów wrócić do domu. Już za długo ludzie męczyli nas swoimi problemami. Na usta po tym wszystkim cisnęły się trzy słowa: "głupi, nieodpowiedzialny gatunek".
   Sama nie uważałam się wcale za lepszą osobę. Frago w końcu nigdy się nie wywyższała, ale byłoby to nie w jej stylu, gdyby nie skrytykowała zachowania ponad połowy osób w tym szpitalu. Cztery pogryzienia w jednym dniu. Oni sami proszą się o zagładę. Jeżeli z kolei myślą, że nagle staną się odporni na ugryzienia, lub magicznie wyrosną im skrzydła, żeby mogli pozostawić za sobą jedyny bezpieczny azyl i uciec, to już naprawdę jesteśmy straceni. Albo byli to po prostu samobójcy, którzy stracili rodziny i przez zmianę w mutanta planowali do nich dołączyć.
   Chociaż na samobójców raczej nie wyglądali. Już prędzej bym uwierzyła, że byli po prostu nieświadomi zagrożenia. W końcu to były całkiem młode osoby. Udało nam się uratować niestety tylko jedną. Reszta musiała zostać rozstrzelana, żeby i nas nie pogryzła. To była dla mnie codzienność. Ciągle ktoś umierał, a przez dumę odpornych, których nawiasem mówiąc nie znoszę, jedynie niewielka cząstka ludzi mogła jeszcze stąpać po ziemi. Żałuję, że sama nie urodziłam się jako jedna z nich. Moja krew mogłaby się na coś przydać, a tak zmuszona jestem patrzeć na śmierć niewinnych, głupich osób. Chociaż gdyby na tej ziemi nie było idiotów, nie byłoby też umysłów bystrych.
     - Zaczynam schrzanić głupoty. Hure! - wyjąkałam, zdejmując kitel i rzucając go do szafy.
   Z medyków obecnie wszyscy byli zajęci. Pracowali w pocie czoła, podczas gdy aspołeczna małolata marzyła o powrocie do domu i nie ważne, że w każdej chwili mogła być potrzebna. Jej umysł został zaśmiecony niepotrzebnymi narzekaniami pacjentów na swój los, oraz przeraźliwymi jękami ludzi, których już opanowała choroba. Nie znoszę patrzeć na cierpienia innych, ale na tym między innymi polega moja robota. Poza grzebaniem w żywych organizmach i ratowaniem nieodpornych, patrzę ciągle, jak umierają. Źle to wpływa na moją psychikę. Mam dopiero piętnaście lat, a ludzie wymagają ode mnie tak wiele... Nie mogę jednak się poddawać. Muszę walczyć. Choćby dla innych. Innych... Ale dla kogo konkretnie? Dla brata? Z Percy'm nie mam przecież dobrych kontaktów. On ma w dupie swoją siostrę i nie będzie przejmował się jej stanem...
  Ciekawe, czy chociaż w razie czego załatwi mi pogrzeb.
   - Calveite! - warknęłam do samej siebie - Cholera, weź się ogarnij. To nie miejsce i czas na to. Wrócisz do domu i dopiero wtedy...
   Nie potrafiłam jednak dokończyć wypowiedzi. Po policzkach spłynęły mi już pierwsze, słone łzy. Otarłam je delikatnie rękawem i wyszłam z placówki. Z jednej strony właśnie byłam tu tym mózgowcem, który uwielbia bawić się w krytykowanie zachowań swojego własnego gatunku. Z drugiej jednak strony bardzo pragnę nadrobić kiedyś to stracone dzieciństwo. Zamknęłabym się w domu na kilkanaście godzin i odpoczęła od tego natłoku. I tak też zamierzam zrobić.

Alex?

wtorek, 23 stycznia 2018

Nowa Postać ~ Fragonia Calveite

KONTAKT|: Fragonia/girlsdarkwolf@gmail.com

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Od Daiki'ego

Gdzieś w oddali zaskrzeczał kruk, przerywając tym samym moje bezmyślne wpatrywanie się w bezkresny horyzont wypalony słońcem. Czasy były dla nich łaskawe, leżące na każdym kroku zwłoki zapewniały obfitość pożywienia. Moje zniszczone trampki z niegdyś popularnym logiem z gwiazdką w tle od dawna już nie nadawały się do chodzenia - piasek wdzierał się w każdą szczelinę, przeszkadzając niemiłosiernie podczas marszu. Nie zliczę ile razy wpadałem w piaskowe zaspy po pas, nie mogąc się później wyswobodzić przez następne kilkanaście minut. Traciłem przy tym cenne siły, które tak sprawnie odbierał mi gazowy olbrzym. Rzadko kiedy sięgałem pamięcią czasów przed staniem się Ypsilo, jednak do dzisiaj wyraźnie pamiętałem twarz Poparzeńca będącego sprawcą mojego wygnania z bezpiecznej strefy. Nie potrafiłem już powiedzieć gdzie było mi lepiej: po prostu pogodziłem się z obecną sytuacją i w dalszym ciągu starałem się przetrwać co niezaprzeczalnie łączyło mnie z ludźmi.
Od paru dni nie jadłem niczego konkretnego, nawet w powietrzu nie dało się wyczuć tak charakterystycznego zapachu śmierci. Być może liderzy innych grup zdążyli już sprzątnąć ciała swoich dawnych towarzyszy, by te nie stały się pożywką dla takich jak ja. Jednak cóż innego mogłem począć? Ludzkie mięso okazało się jedynym dostępnym pożywieniem, a mój żołądek witał je z otwartymi ramionami.

Podczas licznych wędrówek po okolicy nie starałem się zachowywać szczególnie cicho czy ostrożnie. Żadna istota będąca w pełni rozumu nie odważyłaby się zaatakować Poparzeńca na otwartej przestrzeni, gdzie od takowych wręcz się roiło, toteż czułem się bezpieczny. Wygwizdywałem znaną sobie piosenkę, lecz niespodziewanie sokoli wzrok dostrzegł w oddali silny, oślepiający błysk - bez wątpienia była to część metalowej konstrukcji walących się szczątków niewielkiego domu. Znajdywałem się wiele kilometrów na północ od większego miasta, dlatego prawdopodobieństwo natknięcia się na jakiekolwiek zagrożenie okazało się naprawdę nikłe. Chociaż nowy cel nie był mi zbytnio po drodze, okazja wydawała się zbyt kusząca, by ją zaprzepaścić. Bez trudu dotarłem na miejsce szybkim truchtem, następnie przetarłem wierzchem dłoni powstałe na czole krople potu. Czym prędzej skryłem się w dającym odrobinę zbawieńczego chłodu, zaciemnionym wnętrzu domostwa - okazało się ono zadziwiająco schludne jak na dzisiejsze czasy. Na środku pomieszczenia zapewne kiedyś służącego za kuchnię, stał niewielki stół oraz dwa proste krzesła. Po obu stronach wciąż znajdowały się talerze ze zgniłym i wysuszonym na wiór jedzeniem co świadczyło o tym, iż dawni lokatorzy wynosili się stąd w niemałym pośpiechu. Nagle z obserwacji wyrwał mnie tajemniczy szmer: przypominał złudzenie, lekki powiew pustynnego wiatru lub trzepot podartej szmaty sterczącej w oknie, teraz pełniącej rolę zasłony. Gwałtownie odwróciłem się za siebie, ale nie zauważyłem żadnej zmiany. Dźwięk już się nie powtórzył, gdy przez parę długich minut zakradałem się bezszelestnie z powrotem pod drzwi wejściowe. Szósty zmysł kazał zachować ostrożność, dopóki ponownie nie znajdę się na otwartej przestrzeni. I rzeczywiście, miałem rację - tuż nieopodal gospody stał samochód na którego wcześniej nie zwróciłem uwagi. Lata świetności miał już dawno za sobą i zapewne nie zainteresowałbym się nim, gdyby nie praktycznie niedostrzegalny cień rzucany przez czyjeś nogi tuż między podwoziem a piaskiem. Ktoś się za nim ukrył, a ja w jednej chwili zrozumiałem kto był sprawcą owego hałasu. Przeciwnik zapewne nie był głupi i doskonale wiedział, iż właśnie został odkryty. Przekonałem się o tym niemal natychmiast, czyniąc mały krok w jego kierunku - obcy na owy ruch wystrzelił zza drugiego boku pojazdu niczym drapieżny kot, wymierzając swoją kuszę prosto w moje gardło. Ciężki, żelazny grot połyskiwał niebezpiecznie, mimo to nawet nie drgnąłem. Byle człowieczek z bronią nie był w stanie mnie przestraszyć: to zabawne jak taka naładowana jedną strzałą zabaweczka może podnieść pewność siebie.
Wszystko zmieniło się z chwilą spojrzenia w te ciemne, ponure oczy patrzące na mnie z niemałym obrzydzeniem. Odpowiedziałem im pełną pogardą i uśmiechnąłem się błogo - czyżby czekała mnie kolejna walka? Na samą myśl poczerniałe od zarazy serce zabiło żywiej.
- Nie próbuj żadnych sztuczek, bo rozwalę ci łeb. - młody, zdecydowany głos nieznajomego brzmiał niczym strzał z bicza.
Przekręciłem głowę w bok w odpowiedzi na jego słowa. To zabrzmiało bardziej jak rozkaz niż ostrzeżenie, ale tego nie mogłem być do końca pewien. Wbrew jego słowom, śmiało postąpiłem jeszcze dwa kroki do przodu, a on nieznacznie nacisnął na przycisk zwalniający pocisk.
- Ah tak? Zabijesz mnie i co? - odezwałem się w końcu, chłopak drgnął nieznacznie zdając sobie sprawę, iż ma do czynienia z Ypsilo - Moja grupa znajdzie cię i wypruje z ciebie flaki. A tego chyba żadne z nas nie chce, prawda? Dlatego opuść ten swój śmieszny łuczek, bo tutaj, z dala od ludzi, stanowisz tylko górę chodzącego mięsa.  
Moje słowa nie zdołały go przestraszyć w żaden sposób, ale co do jednego miałem słuszność - wokół nie było nikogo z jego ludzi, był tutaj zupełnie sam. Z wielką niechęcią opuścił broń, wciąż pozostając w pogotowiu na wypadek uczynienia przeze mnie jakiegoś nieczystego ruchu.
- Esylum... - wyszeptał bardziej do siebie, co i tak zdołałem usłyszeć.
Nie istniał żaden większy powód dla którego Esylum i Shanta pozostawało we wrogich relacjach: podejrzewałem, że chodzi o sam fakt podniesienia swoich szans na przetrwanie. Zupełnie nie rozumiałem co może przynieść im wyeliminowanie innych grup zamiast zawarcie z nimi sojuszu co znacznie ułatwiłoby życie. Ale może się myliłem?
- Co tutaj robisz? Szukasz śmierci z rąk Poparzeńców? - zdecydowałem się zapytać, ponieważ mój towarzysz również nie wydawał się zbyt rozmowny.
- Dlaczego miałbym się zwierzać komuś takiemu? - odparł niemal lekceważąco, a ja zaśmiałem się na tą nienawiść do mojej osoby, która wręcz się z niego wylewała.
- Nie dałoby się być milszym? Ułatwiłoby nam to względne znoszenie swojego towarzystwa.
Nieznajomy nie odpowiedział, toteż trwałem na swoim miejscu, czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony.

<Alex?>

piątek, 19 stycznia 2018

Nowa postać ~ Heda Creswell



KONTAKT|: 7devils / lasthope636@gmail.com

Nowa Postać ~ Daiki Zakuro!

KONTAKT|: Vanish. / darkdreamerxv@gmail.com

Oficjalne Otwarcie!

Hejcia! Może i trochę późno, ale niestety pracy na blogu jest nadal bardzo dużo, a my chcąc wszystko doprowadzić do ładu i składu musiałyśmy nieco więcej czasu nad tym spędzić! W każdym razie już dzisiaj oficjalnie otwieramy bloga tj. możecie spokojnie wysyłać nam swoje postacie oraz pierwsze posty. Wszystko będzie już na bieżąco wstawiane i przerabiane w miarę naszych możliwości. Chciałybyśmy jeszcze raz podkreślić, że nie wszystko zostało tu jeszcze skończone i razem z wami, z czasem będziemy wszystko udoskonalać. Już teraz mogę powiedzieć, że na przełomie dwóch lub trzech dni do bloga zostanie dodana zakładka z bannerami oraz z terenami. Super nie? Powiem wam, że tereny będą niczym z prawdziwego filmu i podejrzewam, że nie jednej pisarce lub pisarzowi będzie się to świetnie opisywało!
Zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie do zapoznawania się z zakładkami! W razie potrzeby możecie skontaktować się z nami na poczcie prywatnej, poprzez adres e-mail, discord czy shoutbox, który został umieszczony po lewej stronie bloga na pasku bocznym. Czekamy z niecierpliwością na nowe twarzyczki, które nadadzą naszej stronie jeszcze więcej barw!

~Administracja~ 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Początki są trudne!

Zapewne Drogi Graczu zjawiłeś się na tym blogu widząc link wklejony na którąś z prezentacji administratorek. Masz inne źródło? Bardzo się cieszę, ale teraz usiądź i słuchaj uważnie! Blog powinien zostać otwarty już niedługo, a taką data ostateczną chciałabym, by był piątek 19 stycznia, jednak czy nam to wyjdzie może być sprawą sporną. Jak widzisz jest tu już wiele rzeczy, które nie zmienią się do otwarcia bloga, dlatego już teraz chciałabym Cię zaprosić do głównych zakładek, którymi są: Regulamin, Rekrutacja jak i Fabuła! Strona jest w wersji Alfa i nie chciałybyśmy na razie wprowadzać do niej zbyt wiele skomplikowanych treści żeby czasem nikt się nie pogubił w tym i my! Wszystko będzie rozwijać się z czasem, powoli i będzie jak najbardziej dopracowane. Będzie nam więc bardzo miło jeżeli już teraz pomożesz nam rozprzestrzeniać link do bloga tak żeby jeszcze więcej osób zobaczyło to, co przygotowujemy! Śledźcie postępy!

~Administracja~