sobota, 3 lutego 2018

Od Alexa - C.D Daiki'ego

Rozejrzawszy się dookoła próbowałem zakodować w umyśle słowa Ypsilo. Jak na razie nie widać potencjalnego zagrożenia i też nie zapowiadało się, by któryś z poparzeńców zamierzał nas odwiedzić. Zielone oczy wlepiłem w prostą drogę, która rozpościerała się przed nami. Wydawało się jakby nie miała końca. Przecież te pokraki nie poruszają się z prędkością światła niczym Szybcior z Bet10'a, więc co za kit on mi tutaj wciskał? Zerknąwszy znów na tego brzydala, który jak gdyby czekał na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, zmarszczyłem czoło i nieco obniżyłem brodę zakrywając tym samym swoje oczy.
-Opuszczasz gardę? Nie boisz się, że Cię zjem? - burknął coś cicho, jednak na tyle wyraźnie, by wszystko udało mi się zrozumieć. Mimo normalnego tonu, poczułem w tej wypowiedzi lekką kpinę z mojej przesadnej ostrożności. Co jak co, ale Ypsilo również zaliczały się tutaj do ludzi 'zarażonych' i nawet jeśli w jakimś stopniu zachowywali oni swoje człowieczeństwo, to bliższy kontakt dla mnie mógłby okazać się zgubny. Wszystkie te straszydła miały zakodowaną dziwną wyższość nad nami - nieodpornymi i odpornymi. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie...
-Gdybyś próbował to pewnie szybko straciłbyś życie, Brzydalu. - mruknąłem chowając swoją broń do futerału, który zawieszony miałem na plecach. Było to coś w postaci pochwy na miecz tylko nieco większe i 'posklejane' z wielu różnokolorowych i kształtnych kawałków materiału.
-Brzydalu? - zapytał, ale nie wiem czy mnie, czy sam siebie. W tym momencie częściowo zlałem tego mutanta i skierowałem się do zniszczonego samochodu, do którego maski dobrałem się niemal od razu. Cóż... nawet jeśli nie można mu było ufać to raczej nie wydawał się być tak dużym idiotą żeby nie wiedzieć faktu, iż jestem uzbrojony i bez walki się nie poddam. Z drugiej strony chyba to co przed chwilą przeleciało mi przez myśl było tylko złudną nadzieją i naprawdę ciężko teraz natrafić tutaj na kogoś równie inteligentnego. Najwidoczniej bardzo szybko chciał zginać, ponieważ kątem oka udało mi się dostrzec jak stara się podejść bliżej i dłonią dotknąć mojego ramienia, na którym znajdowała się opaska z logiem Szanty. Kilka chwil przed tym jak już miałem zareagować usłyszałem głośny wystrzał. Nie wiedziałem co się dzieje, bo przecież jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że jesteśmy kompletnie sami. Na karku poczułem niebezpieczny podmuch powietrza przeciętego rzez lecący nabój. Na szczęście nie trafił ani we mnie, ani w tego mutanta, ale naprawdę niewiele brakowało. Niczym na komendę padliśmy na ziemię, jakbyśmy co najmniej byli po kilkuletnim przeszkoleniu w wojsku. Jedyne co się tutaj różniło między nami to fakt, że ja zdążyłem schować się za sflaczałą oponę wraku, a Ypsilo tak jak stał, tak teraz leżał mając twarz centralnie na wprost od lufy pistoletu, który dzierżyła w dłoni dziewczyna o długich, brązowych włosach.
-Szlag... - burknąłem starając się wyjrzeć zza samochodu. Panika wymalowana na jej twarzy i odważne trzymanie pistoletu w obu dłoniach uświadamiało o tym jak skrajne emocje nią kierują. Nie często spotyka się tutaj takich jak on, tym bardziej, ze praktycznie niczym nie różni się od tych nieczułych zombie. Uspokoiwszy nieco oddech przetransportowałem się na tył samochodu i próbowałem przedostać się do sprawczyni całego zamieszania. W międzyczasie dostrzegłem jak przesuwa się ona powoli w stronę 'wroga', który prawdopodobnie nawet nie próbował nim być. Przeładowała broń, a temu działaniu towarzyszył charakterystyczny odgłos pstryknięcia. Drżące dłonie ponownie przygotowywała się do strzału, jednak tym razem dystans był o wiele mniejszy, a prawdopodobieństwo chybienia bardzo nikłe. Ktoś bardziej wykwalifikowany niż ten Ypsilo już dawno wykorzystałby ten moment zawahania i albo zwiał, albo szybko pozbył się potencjalnego zagrożenia. Zaczynam się zastanawiać co oni wszyscy tutaj robią...
W ostatecznej chwili, gdy kobieta powoli naciskała spust, wyleciałem z ukrycia i łapiąc lufę pistoletu, uniosłem ją ku górze w momencie oddania strzału.
-Dlaczego... - podniosła lekko przestraszony wzrok z oblicza kolesia, do którego przed chwilą celowała. Zerknęła na mnie kompletnie nie rozumiejąc dlaczego ja - osoba nieodporna - właśnie uratowałem jednego z tych, który mógł być moją zgubą. - Przecież On...
-To Ypsilo. - wyprzedziłem jej wypowiedź nie dając nawet możliwości na dokończenie. Wyrwałem broń z jej rąk i opróżniłem magazynek żeby czasem mnie samego nie pokusiło, by go sprzątnąć. - Raczej nic nam nie zrobi. Wiem, że nie wygląda, ale raczej zdaje sobie sprawę, że może zginąć. - mówiłem to tak pewnie jakbym co najmniej uważał siebie za niezniszczalnego, a to przecież on tutaj miał przewagę - nawet bez broni!
Nie mówiąc nic więcej odwróciłem się przodem do stojącego grata. Tak naprawdę miałem w nosie co ten ziomek tutaj robi i chodziło mi jedynie o przeszukanie samochodu, do którego już za chwilę podszedłem. Otworzyłem drzwi od kierowcy i od razu po tym szybko zakryłem nos i usta zadługim rękawem bluzy.
-Ale wali... - Fragonia jakimś magicznym sposobem znalazła się tuż za moimi plecami. Wewnątrz był taki syf, że nawet gdyby auto jeździło i byłoby w najlepszym stanie technicznym - i tak bym do niego nie wsiadł. Na drugą dłoń również naciągnąłem bluzę, po czym z kabiny wyciągnąłem część ludzkiej nogi w dosyć zaawansowanym stadium rozkładu. Brzydal wstał już na nogi i otrzepywał kurz z i tak brudnych ubrań, więc nie wiem co mu to dawało, ale nie sądzę by interwencja była w jakiś sposób potrzebna. Rzuciłem mu pod nogi ochłap, a ten z kolei spojrzał na mnie z wyraźnym wyrzutem.
-Potraktuj to jako miły gest. Nie wiem co ty jesz w tym swoim Esylum, ale tu nie będziesz nikogo zabijał. Jeszcze trochę i znalazł byś się na moim terenie, a wtedy już nie musiałbym jej powstrzymywać. Albo... sam bym cie zabił, mutancie.

< Daiki?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz