Spojrzałem na niego zamglonym wzrokiem. Przez chwilą wyobraziłem sobie najgorsze możliwe wyglądy dla Ypsilo, przez co przeszły mnie dreszcze.
- Chciałem powiedzieć, że moja matka też zachorowała, ale była zbyt słaba. - chciałem dokończyć tamto zdanie, które przerwałem przez gulę w gardle. - Jednak przed śmiercią widziałem jak jej oczy wypadają z.. - wskazałem na twarz nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa - No z oczu. - dokończyłem w końcu nie wiedząc, jakiego słowa użyć. W końcu to nie jest normalne! - I z dziur zaczęła wypływać czarna maź. - zamknąłem oczy wzdrygając się. To jest ostatni obraz mojej matki, jaki zapamiętałem i który nie chcę mnie opuścić. To zabawne, jak wiele okropnych wspomnieć nie możemy zapomnieć, a te najpiękniejsze chwile ulatniają się w nie wiadomo jakim momencie. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Daiki'ego, który uważnie mi się przyglądał.
- No ale racja, nie ma człowieka, który nie straciłby bliskiego przez pożogę - uśmiechnąłem się blado.
- Jaka była twoja matka? -
Odwróciłem głowę i spojrzałem w niewidzialny punkt. Była to najukochańsza osoba w moim życiu.
- Cudna - to słowo opisywało ją najlepiej. - Zawsze opanowana, która umiała postawić na swoim, ale niezwykle pomocna. No i zbyt opiekuńcza. - dodałem na koniec z cichym śmiechem przypominając sobie jej wzrok, kiedy znikałem na parę chwil bez jej wiedzy, albo kiedy wracałem zbyt późno. Te oczy zawsze mówiły jedno "Jak cię kiedyś złapię na szlajaniu się, gdzie nie powinieneś, osobiście cię spiorę."
- A twój ojciec? - zapytałem odwracając w jego kierunku wzrok. Chwilę milczał, aż w końcu wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, co się z nim stało i gdzie może być. Może nie żyje, a może ukrywa się gdzieś - powoli pokiwałem głową.
- Ja swojego nie pamiętam. Też zachorował, miałem sześć lat, więc trudno mi było spamiętać chociażby jego twarz.
- Ja nie pamiętam matki przez wirusa. - na chwilę zamilkliśmy, kiedy piorun uderzył o dach budynku. Unieśliśmy głowy w przekonaniu, ze zaraz coś złego się stanie, ale on tylko się poruszył, trochę gruzu posypało się z sufitu i znowu wrócił do nieruchomej pozycji.
- Masz rodzeństwo? - zapytałem, gdy byłem pewny, ze góra nie zawali nam się na głowy. Znowu zamilkł, spojrzał w podłogę i zacisnął pięści.
- Miałem brata. Byliśmy ze sobą bardzo blisko, ale też umarł. - tylko ty powiedział. Pokiwałem głowę i przez chwilę się nie odzywałem.
- Też miałem, ale zniknął, nim się urodziłem. Matce kiedyś się wymsknęło, że uważa, iż go porwali. - Daiki spojrzał na mnie, ale ja tylko wzruszyłem ramionami.
Kolejne uderzenie, tym razem nie w dach, ale za drzwiami. Zatrzęsły się, ale mocno trzymał się w zawiasach. Ponownie zacząłem bawić się jego włosami. Biedak... żeby zachorować w swoje urodziny? To okropne! Czy ta choroba nie mogła sobie wybrać innego czasu? Albo innego wieku? Przecież utracenie wszystkiego w dniu urodzin... na samą myśl zaczynałem mu bardzo współczuć. A tym bardziej, ze wyzbył się wszelkich emocji. Mimo, iż przydaje się to w życiu, gdyż stajemy się silniejsi i odporniejsi na ból, to jednak życie bez radości, smutku, miłości... to tak, jakbyś był maszyną. Jesteś, bo jesteś, i tyle. A twoje życie jest okropnie nudne. Jestem ciekaw, czy gdyby nie cała ta apokalipsa, spotkałbym go. Jeśli tak, to pewnie nie siedzielibyśmy w przypadkowym budynku ze szczurami, czekając na koniec burzy, której pioruny dotykają samej ziemi, a... właśnie, co byśmy robili? Co za durne myślenie...
- Wiesz czego się boję? - zacząłem. Chłopak tylko mruknął, a ja zacząłem okręcać jego włos na swoim palcu. Były takie mięciutkie... - Luster - chłopak odwrócił w moją stronę głowę, ale nie puściłem go. Spojrzał na mnie zdziwiony i chyba nie dowierzał.
- Tak się da? - pokiwałem głową.
- Mam dziwne uczucie, że gdy podchodzę do lustra, zamiast swojego odbicia, zobaczę coś innego. Chociaż bardziej boje się tego, że moja odbicie zrobi coś, czego ja nie zrobiłem. Ale pająki i tak są gorsze. Gdybyś stał obok mnie, a zobaczyłbym to dziadostwo, pewnie bym tobą rzucił, byś go zgniótł.
<Daiki?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz