-Sora, co ty tutaj robisz?- przed mną pojawiła się twarz mojej zmarłej siostry, która posłała mi ciepły uśmiech. Poczułam jak po moich plecach przechodzą ciarki a źrenice diametralnie się zwężyły.
-Powinnaś umrzeć..- w moich uszach rozbrzmiał krzyk, który coraz bardziej opanowywał mój umysł. Tętno podskoczyło a moje ciało nie mogło się poruszyć. Jakbym w jednej chwili zamieniła się w żywa statuę, która jedynie mogła spoglądać na wszystko z boku. Bolało.. uczucie lekkości wypełniło mnie całą jakbym spadała w wieczna otchłań.
***
Nagle wybudziłam się z koszmaru nocnego leżąc jak placek na podłodze.
-Ugh..- mruknęłam niezadowolona i przekręciłam swoją głowę na drugą stronę. Na całe szczęście tutaj zawsze panował pół mrok, dzięki czemu moje oczy mogły spokojnie dojść do siebie po śnie. Powoli wstałam z chłodnej ziemi i usiadłam na łóżku. Czułam się jakbym właśnie przechodziła kaca giganta mimo, że wczoraj nie wypiłam za dużo.. Trzeba w czymś zatopić swe smutki. Każdy je ma, nawet liderzy którzy próbują udawać lodowate bestie.. Smutek, strach i złość towarzyszą wszystkim od początku. Dobra, dość tego rozmyślania Pani filozof. Wstałam i ubrałam się jak najszybciej mogłam. Jak zwykle towarzyszyły mi ciemne ubrania, chociaż ostatnimi czasem myślę nad załatwienie sobie stroju kamuflującego. Byłoby łatwiej się ukrywać przed tymi zombie.. Nie rozumiem, dlaczego Poparzeńcy? Kto to wymyślił? Nikt nie słyszał słowa ZOMBIE? Przecież ta nazwa jest łatwiejsza i tak jakoś łatwiej wpada w ucho. Zresztą.. czas wyruszyć. Założyłam na swoje plecy moje dziecko, tak karabin snajperski i ruszyłam ku wyjściu, w plecaku na amunicję miałam schowane trochę jedzenia na patrol.
-Haha, patrol czuję się niczym szeryf.- parsknęłam. Nie owijając w bawełnę, szybko wydostałam się na powierzchnię. Oczywiście, nie powinno się biegać samemu, ale te zasady? Kogo one tak naprawdę interesują?
-Łatwiej przeżyć w grupie.. a nie zginąć?- zapytałam sama siebie i wyszłam na pełne światło słoneczne. Moje oczy przyzwyczaiły się do okrutnych promieni słońca. Ah, nasza gwiazda dająca życie staje się powoli naszym końcem. Paradoks życia. Na moim ciele pojawiły się pierwsze krople potu.
-Czas na rozgrzewkę.- zaczęłam rozciąga każda partie mięśni. Potem kilka pajacyków, brzuszków no i oczywiście brzuszków ale tych męskich bo to nie czas i miejsce na damskie! Trzeba być mężczyzną! Gdy tylko poczułam, że moje ciało jest gotowe. Ruszyłam truchtem by zrobić standardowy patrol okolicy.
-Zero zombie, zombie, zoooombie..- mówiłam sama do siebie podczas biegu. Zatrzymałam się na chwilę by się napić i coś przekąsić.
-W sumie odkąd żyje w tunelach to wszystko stało się monotonne. Potrzebuję jakieś akcji..- wstałam z ziemi i rozejrzałam się. Dzisiaj sobie odpuszczę sprawdzanie innych miejsc, przecież nie ma żadnych zombie w tej okolicy już od dłuższego czasu. Poprawiłam swoją broń i ruszyłam w stronę miasta, które w oddali błyszczało.
-Tam na pewno znajdę coś ciekawego.- uśmiechnęłam się i dziarskim krokiem szłam przed siebie. O tak! Od razu moje samopoczucie podskoczyło w skali. Gdy coraz bardziej zbliżałam się do miasta, usłyszałam dziwne dźwięki. Znaczy się one nie były dziwne, bo dobrze je znałam. Horda Poparzeńców była 200 metrów przede mną. Stanęłam jak wryta, nie mogłam strzelać gdyż w pobliżu nie było żadnego wysokiego punktu na który mogłabym się wspiąć. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec, ah na moje nieszczęście zaczęli mnie gonić. Biegnij, Biegnij mała! Mówiłam sama do siebie i nawet nie miałam zamiaru się odwracać.. Nagle przed moimi oczami pojawił się stary wrak jakiegoś jachtu. Od razu wskoczyłam na pokład i wbiegł pod pokład, porządnie zamknęłam drzwi i usiadłam na ziemi głośno zipiąc.
-Uratowana..- westchnęłam z ulgą i rozejrzałam się dookoła. Niestety panowała całkowita ciemność, wszelakie małe okienka były szczelnie zasłonięte. Wyciągnęłam z torby latarkę i gdy ją włączyłam dostrzegłam istne Eldorado!!! Pod podkładem znajdował się nie tylko sprzęt, który mógłby się przydać. Ale także mnóstwo puszek z jedzeniem, win wszelakich rodzajów i słodyczy.
-Mogę umrzeć..- powiedziałam szczęśliwa a moje oczy świeciły z zachwycenia. To były tylko początek! DALEJ może być tego więcej. Jednak moje minuty szczęście zostały brutalnie zniszczone, gdy poczułam na swoim ramieniu dłoń!
-Byłem tutaj pierwszy.- usłyszałam zza pleców. Z moich ust wydobył się pisk przerażenia, a moje ciało odruchowo zareagowało. Najprawdopodobniej napastnik jest ode mnie wyższy, uformowałam pięść i podczas odwrotu uderzyłam z całej siły i kopnęłam dla pewności.
-Giń!- krzyknęłam.
Alex?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz